Stop hodowli przemysłowej - Aktualności
Rozwój przemysłowej hodowli drobiu w Polsce a koszty eksternalizowane - najnowszy raport ZOBSiE
Data: 2019-02-05

"Szybki, wręcz gwałtowny wzrost produkcji drobiowej i jej koncentracja przestrzenna wiąże się z szeregiem problemów. Niesie za sobą zagrożenia dla środowiska naturalnego, epidemiologiczne i zdrowotne, ekonomiczne i społeczne (...)"

czytamy we wstępie do najnowszego raportu ZOBSiE Rozwój przemysłowej hodowli drobiu w Polsce a koszty eksternalizowane.

 

Ogromna produkcja mięsa drobiowego oraz jaj związana jest szeregiem negatywnych skutków. Nie wszystkie są w pełni rozpoznane. Jak czytamy w raporcie:

Nie ulega jednak wątpliwości, że przemysłowy chów drobiu generuje duże koszty eksternalizowane, ponoszone przez państwo i samorządy lub podmioty prywatne. W raporcie będziemy starali się przyjrzeć temu problemowi i oszacować m.in., jakiego rzędu środki są przeznaczane na niwelowanie negatywnych skutków funkcjonowania przemysłowych ferm drobiu. Raport ZOBSiE jest pierwszą publikacją skupiającą się na negatywnych skutkach rozwoju przemysłu drobiarskiego w Polsce.

 

Krótka historia branży

Na pierwszych stronach opracowania możemy zapoznać się historią rozwoju przemysłu drobiarskiego. Przed początkiem XX wieku branża zyska istotne znaczenie ekonomiczne. W Polsce jej szczególny wzrost można zaobserwować od dwudziestu lat.

 

Miliard sto milionów kurczaków

W ostatnich latach nastąpił dynamiczny wzrost liczby ptaków hodowanych w Polsce. Obecnie w naszym kraju ubija się ponad miliard kurczaków rocznie, z czego 45% mięsa drobiowego jest przeznaczana na eksport. Jak widzimy na wykresie w 2000 roku było to zaledwie 5%. Wzrost jest ogromny.

 

Wykres: Dynamika eksportu mięsa drobiowego i jaj z Polski w latach 2004–2017 wg danych GUS, ROZWÓJ PRZEMYSŁOWEJ HODOWLI DROBIU W POLSCE A KOSZTY EKSTERNALIZOWANE, str. 11

 

Koncentracja hodowli na trzech poziomach

Raport wskazuje na przyczyny rozwoju branży. Tak duży wzrost produkcji drobiarskiej był możliwy dzięki koncentracji:

  • Pionowej - kontrola najważniejszych ogniw produkcji (paszarnie, wylegarnie, hodowle, zakłady ubojowe)

  • Kapitałowej - odpowiada za niską rentowność produkcji, na poziomie ok. 1,5-2,5%

  • Przestrzennej

    • koncentracja ferm w danym rejonie

    • Koncentracja zwierząt na fermie

Poprzez koncentrację na tych poziomach największe firmy mogą dalej zwiększać swój kapitał a mali rolnicy nie są wstanie przetrwanie takiej konkurencji. 3,8% dużych gospodarstw hodujących kurczaki brojlery posiada 97,9% krajowego stada.

 

Kto zyskuje a kto traci?

Raport wskazuje, że na koncentracji zyskują wielkie firmy kosztem małych i średnich rolników: Jednocześnie przy wysokiej koncentracji kapitałowej w branży okazuje się, że ostatecznymi beneficjentami wsparcia państwa są coraz częściej duże grupy kapitałowe i wielkoobszarowi farmerzy, a nie drobno- czy średnioareałowi rolnicy, na których obronę interesów powołuje się agrobiznes i politycy. Trzeba też zaznaczyć, iż to także duże grupy kapitałowe są przede wszystkim zainteresowane utrzymaniem koncentracji przestrzennej przemysłowego chowu drobiu, która pozwala im nie tylko pozyskiwać odpowiednio tanie partie jednolitego towaru, ale także zaoszczędzić na kosztach logistycznych.

 

Koszty eksternalizowane pozwalają zachować rentowność branży

Raport stara się określić wpływ ferm drobiu na środowisko naturalne, ludzi i zwierzęta. Jak podkreślono w opracowaniu znaczna część kosztów branży hodowlanej i mięsnej jest eksternalizowana, co oznacza, że nie są one ponoszone przez przedsiębiorstwa, ale zwykle przerzucane na barki całego społeczeństwa. Dzięki temu przemysł może zachować skalę oraz rentowność produkcji i dalej produkować tanie mięso.

Kosztami eksternalizowanymi są

  1. Zanieczyszczenia gleb i wód wynikające z ich przenawożenia, głównie azotem i fosforem. Drób produkuje tyle odchodów co w przybliżeniu wszyscy mieszkańcy Polski. Przy czym nasze ścieki są skanalizowane.

  2. Odory - poza skutkami zdrowotnymi emisja odorów wpływa także na wartość nieruchomości, które mogą spaść nawet o 50% i więcej.

  3. Zagrożenia epidemiologiczne i zdrowotne dotyczą zarówno ludzi jak i zwierząt. Ogromne sumy pieniędzy przeznaczane są na walkę z chorobami zwierzęcymi, takimi jak pryszczyca, BSE, ASF, ptasia grypa. Tylko w woj. Lubuskim w 2017 roku na walkę z ptasią grypą wydano blisko 65 mln zł.

  4. Zanieczyszczenia żywności antybiotykami i chorobami odzwierzęcymi.

 

Mieszkańcy wsi i miasteczek są przeciwni dalszej ekspansji ferm.

W obliczu kosztów jakie ponosi społeczeństwo dalszy rozwój przemysłu drobiarskiego napotyka opór społeczny w postaci konfliktów na wsiach. Między 2014 a 2018 roku wybuchło 139 protestów przeciwko planom budowy kurników. Mieszkańcy na własnej skórze odczuwają skutki sąsiedztwa z wielkimi fermami. Omawiany tu raport wskazuje, że ich obawy są w pełni uzasadnione.

Przez ścieki z ferm przemysłowych chińskie jeziora stają się zielone
Data: 2018-10-02

Hodowla zwierząt w Chinach powoduje przekraczające normy zanieczyszczenie zbiorników wodnych i prowadzi do zmiany ich barwy za sprawą eutrofikacji, procesu polegającego na nienaturalnym zarastaniu dna algami.

Jezioro Dianchi zlokalizowane jest  na południowym zachodzie prowincji Yunnan. Akwen ten stanowi atrakcję turystyczną, słynąc z otaczających go wzgórz i skalnych ogrodów. Niestety, wyróżnia je jeszcze jedna cecha; każdego lata jezioro przybiera  jasnozielony kolor ze względu na zdominowanie roślinności przez algi. Za ich obfitość odpowiada azot i fosfor ulatniający się do atmosfery z odchodów zwierząt, zanieczyszczając nie tylko powietrze, ale i wodę. Odór wytwarzany przez jedną z pobliskich ferm można wyczuć już z daleka. Właściciel twierdzi, że ścieki są utylizowane, ale za chlewem widać stada much latające nad  obornikiem. Kilka razy w miesiącu fekalia wylewane są do pobliskiego strumienia łączącego się z jeziorem Dianchi.

mud

Na obszarach  intensywnego rozwoju ferm przemysłowych eutrofizacja to już prawdziwa plaga. Na dalszą ekspansję ferm wpływa wysoka konsumpcja wieprzowiny, która Chińczykom kojarzy się z dobrobytem. Przeciętny mieszkaniec nie myśli jednak o destrukcyjnych dla środowiska konsekwencjach produkcji mięsa.

Fekalia dostają się do jezior, strumieni i rzek. Nadprogramowe składniki odżywcze przyspieszają wzrost alg, które blokują dostęp światła innym roślinom. Zjawisko to dotyczyło Tamar Lake w Wielkiej Brytanii w latach 1975 - 2000, a obecnie można je zaobserwować również na wybrzeżach USA.

Chiny borykają się z poważnym problemem, o czym najlepiej świadczą wyrażające frustrację głosy mieszkańców. W 2013 roku 16 000 zwłok świń, w tym zakażonych wirusem, przepłynęło do Szanghaju poprzez rzekę Huangpu. Wówczas opinia publiczna zainteresowała się nieetycznymi działaniami hodowców i zanieczyszczeniem akwenów. Według oficjalnych danych 80% wód największych chińskich rzek jest niezdatne do spożycia.

Statystyki opublikowane w 2016 w Environmental Research Letters wykazują, że na początku tysiąclecia od 30 do 70% zawartości obornika wylewano bezpośrednio do rzek. Od tego czasu ekspansja ferm przemysłowych stale postępuje.

Ponadto lokalne władze w Yunnan zadecydowały o przekształceniu mniejszych hodowli w większe, co miało zaradzić nędzy. Zadbały przy tym o edukację w zakresie technologii czy profilaktyki chorób, ale nie wprowadziły regulacji rozwiązujących kwestię ścieków.

Hodowla w Kunming obejmująca 10 000 świń na początku bieżącego roku została wyróżniona przez ministerstwo rolnictwa jako jedna z “najpiękniejszych” chińskich ferm. Ge Tao, przedstawiciel firmy do spraw sprzedaży, utrzymuje, że od 2010 roku fekalia są usuwane w bardziej ekologiczny sposób. Nie jest pewny natomiast, jak procedury wyglądały wcześniej. Wypowiadając się na temat sytuacji w Dianchi, popiera metody przeciwdziałające zanieczyszczeniu.

Mimo to reporterzy nie mogli obejrzeć terenu fermy ze względu na kwarantannę ani też zweryfikować, gdzie rzeczywiście trafiają ścieki.

Na podstawie artykułu: https://www.theguardian.com/environment/2018/aug/31/eutrophication-algae-how-animal-waste-is-turning-chinas-lakes-green

Jaka jest przyszłość polskiej wsi w związku z sąsiedztwem z fermami norek?
Data: 2018-09-28

26 września 2018 roku w Marzeninie, gm. Września, odbyło się seminarium Przyszłość polskiej wsi - mieszkańcy wobec ferm futrzarskich. Zarówno naukowcy, jak i mieszkańcy, wyrazili szereg obaw wynikających z funkcjonowania tej branży.

Wieś nie chce ferm

Podczas prezentacji Jarosława Urbańskiego, współautora raportów Mieszkańcy wobec ferm zwierząt futerkowych. Raport z badań w gminach: Czerniejewo, Koźmin Wielkopolski, Nowogard oraz  Ocena sytuacji branży hodowli zwierząt futerkowych zapoznaliśmy się z wynikami badań przeprowadzonych w trzech zafermionych gminach. Większość mieszkańców tych gmin popiera zakaz hodowli zwierząt na futro. Straty generowane przez ten przemysł przeważają nad ewentualnymi zyskami. Na sali obecni byli również pracownicy ferm norek, którzy mogli zapoznać się z najnowszymi wynikami badań dotyczących zagrożeń zdrowotnych generowanych w ich miejscach pracy. Jarosław Urbański wskazał na niskie płace, złe warunki pracy w tego typu zakładach. Podkreślał, że w przypadku zamknięcia ferm futerkowych nie można dopuścić do sytuacji, w której pracownicy nie otrzymają wsparcia podczas zmiany miejsca zatrudnienia.



Zdjęcie przedstawia fermy otaczające Kawęczyn, gm. Września. Źródło: prezentacja Macieja Słowińskiego, Przyszłość polskiej wsi - mieszkańcy wobec ferm futrzarskich, 26.09.2018 Marzenin


Fermy powodują plagowe ilości much

Etymolog, dr Agata Piekarska udowodniła, że skutki w postaci zmuszenia mogą być odczuwane nawet w odległości 4 km od ferm. Plagowe ilości much stanowią poważne zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne dla ludzi. Muchy roznoszą więcej zarazków niż karaluchy. Niestety wszelkie próby walki z odorem czy zmuszeniem kosztują i to niemało, dlatego hodowcy wolą przerzucić koszty funkcjonowania ferm na społeczności lokalne.


Zdjęcie pochodzi ze wsi Pakszynek, gm. Czerniejewo, z dnia 27.09.2018 roku

 

Hodowcy przerzucają ukryte koszty na społeczeństwo

Podczas prezentacji kolejnego prelegenta Macieja Słowińskiego, mieszkańca pobliskiej wsi Gulczewa, zapoznaliśmy się z uciążliwościami z jakimi borykają się mieszkańcy:Smród

  • Zanieczyszczenie wód
  • Owady
  • Uciekające norki
  • Niszczenie zabytków
  • Spadek cen nieruchomości
  • Wyludnianie wsi
Maciej Słowiński wraz z mieszkańcami podkreślali, że istniejące fermy zabiły możliwość rozwoju agroturystyki, ekorolnictwa czy drobnego handlu i usług w rejonie. Zamiast rozwoju jest tylko uciążliwe sąsiedztwo.
 
Chów przemysłowy nie dba o dobrostan zwierząt

Kolejna prelegentka, prof. UAM dr hab. Hanna Mamzer, skupiła się na dobrostanie zwierząt. Fermy przemysłowe nie są wstanie zapewnić potrzeb gatunkowych zwierzętom, ponieważ kierują się zyskiem. Łatwiej dostosować ciała zwierząt do funkcjonowania ferm niż odwrotnie,

dlatego powszechnymi zabiegami na fermach jest przycinanie dziobów kurom czy obcinanie ogonków prosiakom. Taniej jest zmieniać ciała zwierząt niż powiększać im przestrzeń czy zapewniać dostęp do świeżego powietrza i wybiegów.

RPO wspiera mieszkańców

Ostatnim zaproszonym gościem był Łukasz Kosiedowski, przedstawiciel Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Biuro RPO wspiera mieszkańców w blokowaniu ogromnej fermy drobiu, która ma powstać w sąsiedztwie dwóch potężnych ferm norek. Dla mieszkańców byłaby to zagłada. Pan Łukasz Kosiedowski wyraził solidarność z mieszkańcami oraz dał nadzieję na zatrzymanie budowy olbrzymiej fermy.

Na sali obecny był również dr Tadeusz Jakubowski, który starał się bronić branży, jednak podczas rozmowy dane przedstawione przez naukowców oraz doświadczenia mieszkańców nie pozostawiły żadnych złudzeń. Przemysł futerkowy od dawna bogaci się kosztem mieszkańców i zwierząt, nie dbając o środowisko. Pomimo zaproszenia, na spotkaniu nie pojawił się Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jan Ardanowski. Mieliśmy nadzieję, że tym razem Pan Minister zechce porozmawiać z mieszkańcami wsi a nie tylko z hodowcami. Podczas seminarium zabrakło także przedstawiciele lokalnej władzy.